Audi Cup w Monachium! Największy wyjazd
Polskich Kibiców United! Mój wyjazd do Monachium
rozpoczął się już w poniedziałek,
27 lipca, kiedy to rano trzeba było się
pakować. Miałem zabrać mało, tylko
najpotrzebniejsze rzeczy, ale torba i tak się
wypchała do koń
. Po godzinie 12. zajechał
pociąg z Trójmiasta, wreszcie nie
gnietliśmy się w 12. osób w jednym
przedziale, ale teraz zajęliśmy dwa. W Kutnie
mieliśmy ponad godzinny postój, przez
długi czas myśleliśmy, że zamiast do
Katowic zawitamy do Krakowa (pociąg miał
być podzielony, jednak doszło do tego jak
było planowane, w Częstochowie). Dwie godziny
przed Katowicami musieliśmy przejść na
początek pociągu, większość
stała na korytarzu, ale my z Brendonem, Kubą i
Pawlakiem znaleźliśmy dobry przedział.
Wysiadamy w Katowicach i
zostaliśmy odprowadzeni do hostelu, gdzie
zostawiliśmy bagaże, a później
poszliśmy coś zjeść i wypić w
Irishu. Zjadłem Kebaba u Tipazy, ponoć
najlepszego w mieście, wieczorem
żałowałem z Dzordzem tego wyboru. Hostel
ogólnie za taką cenę bardzo przyjazny,
pokój dzieliłem z Mackiem7, Dzordzem,
Brendonem i Pawlakiem. Z dwójką ostatnich od
pierwszej w nocy prowadziliśmy męskie rozmowy
przy akompaniamencie niektórych stacji
telewizyjnych, gdy mieliśmy iść spać
wbiła do nas cała ekipa i siedzieli nam w
pokoju, „bo na dole babce
przeszkadzało”.
Budzimy się wcześnie, a właściwie
robi to budzik Brendona, myjemy się, gadamy i
idę, z Brendonem na jagodziankę z węglem do
niedalekiego sklepu. Oddaliśmy pokoje i
pojechaliśmy do Karoli, wbiło do niej
niecałe 20. osób, niektórzy
oglądali powtórkę meczu United z Azji,
inni farbowali sobie włosy, inni szykowali
żarcie na podróż. Ja ekipę
opuściłem wcześniej, bo wcześniej
miałem wyjazd do Monachium, zajechał po mnie
Mates, ruszyliśmy w stronę dworca.
Spotkaliśmy Boboka, pogadaliśmy trochę i
wyjechaliśmy. W Gliwicach dosiadł się Dev,
we Wrocławiu McLaren, gdzie spotkaliśmy się
akurat z całą ekipą MUSC PL.
Ruszyliśmy w stronę Niemiec, gdzie mają
ohydne kible na stacjach. Reszta stowarzyszenia
podróżowała wynajętym autokarem w
liczbie ok. 50. osób!.
Nie spałem prawie nic, ale
zajeżdżając do Monachium nawet tego nie
czułem, wysiadamy na Frotmanning, czekamy na Caro,
Smolina i jego kumpla, kibica Bayernu. Idziemy do kiosku
po bilety trzydniowe na komunikację miejską.
Sprzedawczyni chciała oszukać na 12 euro, ale
Mates dzielny nie łamaną angielszczyzną
wywalczył swoje („nie no, zaraz jej
wyj****”). Ruszyliśmy na Goetheplatz, chwilka
rozeznania po wyjściu z metra, znajdujemy hostel, a
tam Prezes i Shad w recepcji załatwiają
rezerwację, po czym do dzieła ruszyłem ja i
tak to właśnie za kilka godzin mieliśmy do
odebrania pokoje. Ruszyliśmy trochę w miasto,
wylądowałem na piwku z ekipą z Opola. Mimo,
że była godzina 11. to czułem jakby to
był późny wieczór, no ale ponad
doba bez snu. Wracamy do hostelu, idziemy do pokoi,
każdy zajmuje swoje miejsce i bierze prysznic.
Później większość idzie na
piwko na dół, albo do McDonalda obok hostelu.
W hotelowej knajpie sprzedawała Polka, która
chwaliła się, że doskonale rozumie, o czym
my sobie tam gadamy. Bliżej do meczu, czas
wyruszyć w miasto, przy wejściu do metra stoimy
kilkanaście minut z flagą UNITED POLAND i
śpiewamy, dokładnie tak samo w metrze. Docieramy
w około 15 osób pod Allianz (nie wiem gdzie
się reszta zgubiła), ogromne kolejki po
Paulanery, rozwieszamy flagę i śpiewamy,
przechodnie robią nam zdjęcia.
Dołączają do nas Angole, śpiewamy
przez jakiś czas i zwijamy flagę, wchodzimy na
stadion. Zajęliśmy miejsce, porobiliśmy
zdjęcia, ruszyliśmy do dopingu – niedaleko
nas byli kibice Boca.