Manchester United
Supporters Club Poland

oficjalne stowarzyszenie kibiców

MU Devil

02.09.2012 Southampton FC - Manchester United

Ponieważ od paru tygodni mieszkamy w Southampton na mecz nie mieliśmy daleko. Po przejechaniu paru przystanków wysiedliśmy w centrum miasta gdzie czekała nas miła niespodzianka. Jeden z miejscowych pubów został opanowany przez Red Army. Barowy ogródek był cały czas otoczony przez kilku policjantów i ochronę. Goście z Manchesteru zachowywali się grzecznie i podśpiewując co chwila tankowali paliwo przed zbliżającym się meczem. Ponieważ nie zostaliśmy wpuszczeni do środka, postaliśmy chwilę obok, a następnie udaliśmy się pieszo w kierunku stadionu.

St. Mary's Stadium prezentuje się całkiem przyzwoicie zarówno z zewnątrz jak i w środku. Wejście na obiekt zajęło dosłownie chwilę. Ochrona puściła nas bez zbędnego przeszukiwania. Wewnątrz stadionu panowała radosna atmosfera. Ci najbardziej radośni zdecydowali się wziąć sobie na pamiątkę banery ze stadionowego barku. Nie obyło się również bez paru klasycznych przyśpiewek oraz nowych o Kagawie i van Persim.


Trafiły nam się miejscówki w ósmym rzędzie pośrodku za bramką, więc widok był jak dla mnie znakomity. Co ciekawe, sektor gości oraz miejscowych „ultrasów” znajduje się na tej samej trybunie. Dzięki miejscówce przy samym buforze, od kibiców gospodarzy dzieliło mnie zaledwie kilka metrów, toteż było parę okazji do wymiany uprzejmości z sympatykami The Saints.


W pierwszej połowie doping idzie nam całkiem nieźle. Gospodarze też nie leniuchowali. Ogólnie było tak jak być powinno, czyli głośno. Dopiero gdy straciliśmy drugą bramkę, nasz sektor niemalże zamilkł. Stypa aż do karnego, po którym kibice Southampton oszaleli z radości jeszcze bardziej niż po drugiej bramce. No ale potem, jak dobrze wiemy, nadeszła 87. minuta i wyrównanie oraz gol w „Fergie time” i stadion należał już do nas. „Oooh Robin van Persie” śpiewano niemal bez przerwy do końca meczu, jak również później pod stadionem i przypuszczam, że także całą drogę powrotną do Manchesteru. Dumni ze zwycięstwa, wróciliśmy spacerkiem do domu, mijając po drodze zasmuconych southamptończyków.

Pierwszy ligowy away zaliczony. Niesamowita huśtawka emocji, cudowna końcówka i zabawa z
Red Army. Jednego dnia doświadczyliśmy wszystkiego za co kochamy United. Dla takich chwil warto żyć.

We're Man United! We do what we want!

Filmy:



dodany: 2012-09-05 20:53:26 , przez: kxwx & Ananasq