Manchester United
Supporters Club Poland

oficjalne stowarzyszenie kibiców

MU Devil

28-29.07 2009 Audi Cup w Monachium!

Mój wyjazd do Monachium rozpoczął się już w poniedziałek, 27 lipca, kiedy to rano trzeba było się pakować. Miałem zabrać mało, tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale torba i tak się wypchała do koń . Po godzinie 12. zajechał pociąg z Trójmiasta, wreszcie nie gnietliśmy się w 12. osób w jednym przedziale, ale teraz zajęliśmy dwa. W Kutnie mieliśmy ponad godzinny postój, przez długi czas myśleliśmy, że zamiast do Katowic zawitamy do Krakowa (pociąg miał być podzielony, jednak doszło do tego jak było planowane, w Częstochowie). Dwie godziny przed Katowicami musieliśmy przejść na początek pociągu, większość stała na korytarzu, ale my z Brendonem, Kubą i Pawlakiem znaleźliśmy dobry przedział.

 

Wysiadamy w Katowicach i zostaliśmy odprowadzeni do hostelu, gdzie zostawiliśmy bagaże, a później poszliśmy coś zjeść i wypić w Irishu. Zjadłem Kebaba u Tipazy, ponoć najlepszego w mieście, wieczorem żałowałem z Dzordzem tego wyboru. Hostel ogólnie za taką cenę bardzo przyjazny, pokój dzieliłem z Mackiem7, Dzordzem, Brendonem i Pawlakiem. Z dwójką ostatnich od pierwszej w nocy prowadziliśmy męskie rozmowy przy akompaniamencie niektórych stacji telewizyjnych, gdy mieliśmy iść spać wbiła do nas cała ekipa i siedzieli nam w pokoju, „bo na dole babce przeszkadzało”.

Budzimy się wcześnie, a właściwie robi to budzik Brendona, myjemy się, gadamy i idę, z Brendonem na jagodziankę z węglem do niedalekiego sklepu. Oddaliśmy pokoje i pojechaliśmy do Karoli, wbiło do niej niecałe 20. osób, niektórzy oglądali powtórkę meczu United z Azji, inni farbowali sobie włosy, inni szykowali żarcie na podróż. Ja ekipę opuściłem wcześniej, bo wcześniej miałem wyjazd do Monachium, zajechał po mnie Mates, ruszyliśmy w stronę dworca. Spotkaliśmy Boboka, pogadaliśmy trochę i wyjechaliśmy. W Gliwicach dosiadł się Dev, we Wrocławiu McLaren, gdzie spotkaliśmy się akurat z całą ekipą MUSC PL. Ruszyliśmy w stronę Niemiec, gdzie mają ohydne kible na stacjach. Reszta stowarzyszenia podróżowała wynajętym autokarem w liczbie ok. 50. osób!.

Nie spałem prawie nic, ale zajeżdżając do Monachium nawet tego nie czułem, wysiadamy na Frotmanning, czekamy na Caro, Smolina i jego kumpla, kibica Bayernu. Idziemy do kiosku po bilety trzydniowe na komunikację miejską. Sprzedawczyni chciała oszukać na 12 euro, ale Mates dzielny nie łamaną angielszczyzną wywalczył swoje („nie no, zaraz jej wyj****”). Ruszyliśmy na Goetheplatz, chwilka rozeznania po wyjściu z metra, znajdujemy hostel, a tam Prezes i Shad w recepcji załatwiają rezerwację, po czym do dzieła ruszyłem ja i tak to właśnie za kilka godzin mieliśmy do odebrania pokoje. Ruszyliśmy trochę w miasto, wylądowałem na piwku z ekipą z Opola. Mimo, że była godzina 11. to czułem jakby to był późny wieczór, no ale ponad doba bez snu. Wracamy do hostelu, idziemy do pokoi, każdy zajmuje swoje miejsce i bierze prysznic. Później większość idzie na piwko na dół, albo do McDonalda obok hostelu. W hotelowej knajpie sprzedawała Polka, która chwaliła się, że doskonale rozumie, o czym my sobie tam gadamy. Bliżej do meczu, czas wyruszyć w miasto, przy wejściu do metra stoimy kilkanaście minut z flagą UNITED POLAND i śpiewamy, dokładnie tak samo w metrze. Docieramy w około 15 osób pod Allianz (nie wiem gdzie się reszta zgubiła), ogromne kolejki po Paulanery, rozwieszamy flagę i śpiewamy, przechodnie robią nam zdjęcia. Dołączają do nas Angole, śpiewamy przez jakiś czas i zwijamy flagę, wchodzimy na stadion. Zajęliśmy miejsce, porobiliśmy zdjęcia, ruszyliśmy do dopingu – niedaleko nas byli kibice Boca.

O meczu nie ma co się rozpisywać, dopingowo daliśmy radę, a mecz wygraliśmy. Nie miałem siły na oglądanie drugiego meczu tego dnia, przeleżałem pod stadionem (a właściwie na ‘tarasie’) z chłopakami większość meczu i później ruszyliśmy metrem do hostelu, żeby uniknąć przeludnienia (czułem się jak prawdziwy piknik, no ale moja drużyna już nie grała, a w metrze z kolei było wielu kibiców Bayernu). W hostelu prysznic, przyjeżdża ekipa busem, ruszyliśmy do parku na piwko z Makiem, Agatą, Pauliną, Matesem i Devem. W pokoju nie zastaliśmy McLarena, spał na krześle u ekipy z Lublina (prawdziwy hardkor, po 24 godzinach podróży z Lublina przez Moskwę, Oslo i Suwałki, mając do dyspozycji wygodne łoże, wolał spać na siedząco!)


W czwartek wszyscy już oddawali pokoje, my mieliśmy jeszcze jeden nocleg, przygarnęliśmy Smolina i Bawarczyka, którzy spali później na podłodze. Po pożegnaniu się z hostelem każdy ruszył w miasto, w około 20. osób pojechaliśmy na Stadion Olimpijski (wbiliśmy za darmo, zrobiliśmy sobie zdjęcia i nas wyrzucono), przy okazji zobaczyliśmy Monachium z wieży, ze 190. metrów i byliśmy w muzeum BMW. Czas nas gonił, musieliśmy wrócić do hostelu przebrać się i zabrać flagę. Dev z Matesem pojechali na Kebaba, ja wolałem wyruszyć na stadion wcześniej. Myślałem, że większość naszej ekipy już będzie, ale nikogo nie spotkałem. Później zauważyłem m.in. Prezesa. W oczekiwaniu na jakąś większą ekipę MUSC PL byłem konikiem przez około pół godziny i próbowałem Japończykom wcisnąć dwa bilety, ale każdy odmawiał. Wbiłem na stadion, na meczu Milanu z Bocą prawdziwy piknik, ale wolałem lepiej wykorzystać ten czas i poszliśmy z Browarem z samej góry stadionu zrobić zdjęcia naszej flagi, oczywiście parę fotek sobie też strzeliliśmy, a Browar musiał je walnąć na naszą-klasę. Jeśli chodzi o doping drugiego dnia, to wydaje mi się, że było lepiej niż wcześniej. Mieliśmy do pokonania prawie cały stadion, siedzący nieopodal Niemcy spoglądali na nas, co chwile, a facet siedzący nade mną po meczu powiedział, że ładnie się zaprezentowaliśmy. Po meczu bus MUSC PL odjeżdżał, poszliśmy ich pożegnać, po pierwszej w nocy wróciliśmy do hostelu, już nawet nie mając siły na żadne wyjście w teren na piwo, siedzieliśmy do trzeciej smacznie popijając browarki w pokoju. Znalazłem czekoladkę, którą dostałem od Pauliny, chciałem się z kimś podzielić. Dev wyraził chęć, tyle, że ja nie wiedziałem jak ją podzielić. – No kurde wzdłuż – odpowiedział, a ja potraktowałem to dosłownie i czekoladkę 1x10cm podzieliłem wzdłuż. Mates do dziś nie może wyjść z podziwu jak ja tego dokonałem.


W piątek rano szykowaliśmy jedzenie na drogę, pakowaliśmy się, umyliśmy i wyruszyliśmy na miejsce upamiętniające tragedię z 1958 roku. Ekipa podróżująca wynajętym busem była tam dzień wcześniej składając wieńce. Pojechaliśmy do centrum, większość czasu siedzieliśmy w Ogrodzie Angielskim, później pojechaliśmy do centrum i wróciliśmy do hostelu po bagaże, gdzie mogliśmy je do wieczora zostawić. Wyjechaliśmy na Frotmanning i przed 19. byliśmy gotowi do powrotu. Znów prawie nic nie spałem, po przyjeździe do Katowic w sobotę rano zjadłem szybko Kebaba u Turasa jakiegoś i od razu miałem pociąg do Włocławka, przez co prawie dorównałem McLarenowi i 22. godziny bez przerwy w drodze do domu.

Pierwszy wyjazd na United jak najbardziej udany, dobrze, że postanowiłem jechać, bo początkowo byłem zniechęcony tym, że osiemnastkę miałem cztery dni po turnieju. Czekałem długo na to, żeby podczas powrotu do domu rozmyślać – gdzie by tu teraz pojechać. Z taką ekipą można jeździć wszędzie! 60. Polskich kibiców United razem na jednej trybunie dopingując ukochaną drużynę! Klasa!


Relację przygotował Maciek Jagieła.



dodany: 2012-03-14 06:50:00 , przez: admin