Manchester United
Supporters Club Poland

oficjalne stowarzyszenie kibiców

MU Devil

22.08.2009 Wigan Athletic vs Manchester United

Pomysł na wyjazd powstał na 2 dni przed meczem. Przeglądałam facebook i w wydarzeniach wyświetliło mi się: 'Wigan v United' by Red Army Travel. No i zaczęłam myśleć, dlaczego by nie pojechać. Nie ma transmisji- nie mogę iść do Bishopa, a nie chcę mi się siedzieć przed komputerem i walczyć z justinTv/Sopcastem. Poza tym przegapić coś takiego będąc w Manchester to grzech. Tak, więc wykonałam szybki telefon do konika z zapytaniem, czy ma bilety. Powiedział, że ma i sprzedaje po 70 funtów. Dalej telefon do faceta z Red Army Travel, czy są jeszcze miejsca, jak to wszystko wygląda itd. Miejsca były, tak więc zabukowałam jedno. Następnego dnia spotkałam się z konikiem, by odebrać bilet. Udało mi się zejść do 60. funtów. Całą szczęśliwa mogłam oczekiwać wyjazdu.

 

W nocy z piątku na sobotę nie mogłam spać. Byłam tak podekscytowana wyjazdem, że co chwila się budziłam i odliczałam godziny. W końcu nadszedł czas pobudki. Ogarnęłam się, zjadłam śniadanie i na długo przed spotkaniem przy Bishopie wyszłam z tzw. studenckiej rezydencji, bo nie mogłam już usiedzieć i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. W miarę szybko dojechałam pod BB. Zbiórka była o 11:45, ale ja już po 11 byłam gotowa do wyjazdu. Siedziałam na zewnątrz oczekując na przyjazd autokaru i zaczęłam sobie truć głowę. A czy to wszystko będzie ok.? A czy dobrze zostanę przyjęta przez Red Army i takie tam durnoty. W końcu autokar przyjechał, zostałam miło powitana przez faceta, który organizował wyjazd, wpłaciłam 15 funtów za podróż i weszłam do środka. Wszyscy już siedzieli na miejscach, bo wcześniej się spotkali w pubie Spread Eagle w Northenden, by zjeść śniadanie i rozpocząć dzień od porannego piwa. Tak, więc weszłam i zostałam powitana przez wszystkich 'Hi love, how are u blabla'. Jakoś poszło i najtrudniejsze miałam za sobą

Tylko połowa autobusu była zapełniona. Postanowiłam usiąść bardziej z przodu. Po chwili ruszyliśmy. Już na początku podróży zostałam poczęstowana zimnym Carlingiem. Mimo tego, że jechaliśmy na mecz United, że była to Red Army i na szybie wisiała wielka flaga RA, to poza śpiewaniem zwykłych piosenek, nie leciało nic o United. Przyznam, że trochę mnie to zaskoczyło. Po przyjeździe do Wigan zatrzymaliśmy się gdzieś, by wyrzucić puste puszki i butelki. Po chwili dojechaliśmy do pubu. Podróż trwała ok. 45 minut. Po wyjściu z autobusu kilku facetów od razu zaproponowało, że będą się mną opiekować. Z pokaźną grupą BodyGuardów i zapasami alkoholu ruszyłam do Queens Arms.

Na miejscu spotkaliśmy sporą grupę kibiców United. Co chwila schodzili się nowi. Szczerze mówiąc spodziewałam się lepszej atmosfery na miejscu. Zaczęliśmy śpiewać dopiero na niedługo przed rozejściem się na stadion. Wcześniej udało mi się porozmawiać z kilkoma facetami (jeszcze nie do końca wstawionymi, no i ja jeszcze rozumiałam, co do mnie mówili). Nie mogli uwierzyć, że przyjechałam tutaj sama z Polski i załatwiłam sobie wyjazd na Wigan, że chodzę na inne mecze itd. Ja za to z zachwytem słuchałam opowieści o sezonowych biletach na OT i o wyjazdach na United. Oczywiście opowiedziałam o MUSC PL, o co tygodniowych spotkaniach w pubach, wyjazdach na mecze United. W końcu nadszedł czas, żeby udać się na stadion.

Śpiewanie w drodze na DW Stadium nie miało końca. Szliśmy dumnie z flagą Red Army, krzycząc jak najgłośniej się tylko dało. Po wejściu na stadion zaczęliśmy się rozchodzić na swoje miejsca. Muszę się pochwalić, że miałam bardzo dobrą miejscówkę. Prawie na samym środku trybuny gości - North Stand. Zajęłam swoje miejsce i zaczęłam robić zdjęcia rozgrzewających się piłkarzy. Po chwili przerwano rozgrzewkę i po ok 5 min. United wyszło na murawę. North Stand zawrzało. Zaczęły się śpiewy. Właśnie tego oczekiwałam! Oglądanie meczu na stojąco, darcie się, klaskanie, wyzywanie Webba. Cuuudownie!

To był dopiero mój drugi mecz United widziany na żywo z trybun (pierwszy był z Birmingham) i nie jestem w stanie porównać atmosfery do innych wyjazdów, ale to było to, o czym zawsze marzyłam. Świetna atmosfera przez cały mecz! Rozpoczęła się druga połowa i w końcu po 56 minutach meczu Rooney strzelił pierwszego gola. North Stand oszalało! Ja chyba też jeszcze nigdy się tak nie darłam. To było niesamowite! Po chwili trybuna zagrzmiała 'Rooney! Rooney!'. Nie trzeba było długo czekać na następnego gola. Po 2 min. Berba doprowadził nas do szaleństwa! Trybuna ożyła ponownie. Ciągłe śpiewy, niesamowity nastrój.

Po ostatnim gwizdku Webba wszyscy zaczęli się rozchodzić. Poleciało jeszcze chyba 'United are the team for me' przy wyjściu i tyle. Nie mogłam znaleźć nikogo z ekipy busa, więc ruszyłam do pubu. Tam spotkałam kilku 'znajomych'. Chyba po 10 min przyjechał autokar i zaczęliśmy wracać. Zaproponowali mi wypad do pubu, po przyjeździe i obiecali, że zapłacą mi za taxi, jak będę wieczorem wracała. No cóż, przecież nie mogłam (i nie chciałam) odmówić Red Army! Dojechaliśmy do Mcr. Przy wjeździe do miasta zauważyliśmy 2., czy 3. kibiców shity. Od razu zaczęło się walenie w szyby, pokazywanie fucka i rzucanie 'fuck off'. Ach ci faceci… Po minucie dojechaliśmy do pubu Spread Eagle. Od razu dostałam kasę na taxi i któreś z kolei piwo. Przez kilka kolejnych godzin piliśmy i gadaliśmy o różnych rzeczach. Nasze rozmowy zeszły z United na jakieś tematy poboczne. Co chwila ktoś przychodził i pytał się mnie, czy wszystko ok, czy chcę coś do picia, jak mi się mecz podobał itp. Z zainteresowaniem słuchali o kibicach United w Polsce, o cotygodniowych spotkaniach w pubie i kibicowaniu United.

Naprawdę byłam niezwykle zaskoczona tym jak mnie przyjęli i jak się mną opiekowali. Dawno nikt tak o mnie nie dbał (rodzice, podczas choroby się nie liczą). Byłam im cholernie wdzięczna za tak wspaniały wyjazd, wspaniałą atmosferę i przyjęcie mnie. Myślałam, że będę musiała sobie tam raczej sama radzić i że po przyjeździe do Mcr wrócę do domu i tak się zakończy dzień. A tu proszę! Nasze spotkanie trwało do mniej więcej 22. Około tej właśnie godziny prawie nikogo z ekipy już nie było, ja też ledwo, co się trzymałam na nogach. Funkcjonowanie przez cały dzień na jednym posiłku- śniadaniu i nieskończonych ilościach piwa jednak nie było najlepszym pomysłem. Tak, więc jeden z nich zamówił mi taxi i jakoś udało mi się wrócić do rezydencji. Oczywiście zostałam zmuszona do wysłania SMSa, jak tylko dojadę, że wszystko jest ze mną ok.

Co tu dużo mówić: Red Army i wygrana United 5-0 sprawiły, że to był jeden z najwspanialszych i najbardziej emocjonujących dni w moim życiu. Naprawdę polecam każdemu, kto będzie się wybierał na wyjazdowy mecz United, przelot do Manchester i podróż stamtąd autokarem z Red Army. Niezapomniane przeżycie. Teraz pozostaje mi tylko czekać na mecz z Arsenalem (znowu muszę się pochwalić- mam miejsce na West Stand, a bilet kupiłam w kasie za jedyne 36 funtów ), a potem powrót do Polski…

Już zaczynam planować ponowny wyjazd do Mcr w czasie wakacji w przyszłym roku, tyle tylko, że do pracy i tym razem na 1,5 miesiąca…


Relację przygotowała Aga.



dodany: 2012-03-14 06:55:00 , przez: admin