Manchester United
Supporters Club Poland

oficjalne stowarzyszenie kibiców

MU Devil

21.05.2008 Manchester United vs Chelsea Londyn

Od zawsze marzyłem, żeby wybrać się pewnego dnia do Teatru Marzeń, czyli do wspaniałego Old Trafford. Gdy zauważyłem, że zbiera się ekipa by wyjechać, nie zastanawiałem się długo, tylko od razu postanowiłem zabrać się do realizacji moich marzeń.

Bilety... Zaczęło się od ceny 1000 euro. Pomyślałem sobie no dobra jak już się powiedziało "A" to trzeba być konsekwentnym. 5 dni później okazało się że kolega, który pośredniczy w załatwianiu biletu dla mnie musi zrezygnować z wyjazdu. Jako że sam wylosował już wcześniej bilet udało mi się dostać właśnie jego wejściówkę. Jak się później okazało posiadanie biletu wcale nie gwarantowało wejście na mecz. Oczywiście trzeba się było dostać do Moskwy!!!


Wiza do Rosji. Obywatele Wysp Brytyjskich posiadający bilet nie musieli starać się o wizę. Co innego z pozostałymi posiadaczami biletów. Standardowo konsulat rosyjski wydaje wizy w czasie 5ciu dni roboczych. Jako, że ja planowałem wyjazd przez Białoruś 20go maja o godzinie 11 myślałem że mam 1 dzień zapasu ale gdzie tam. Konsulat postanowił wydać moją wizę 20go o 8 Rano. Niby na styk ale ?! Okazało się, że ostatnio białoruski reżim również wprowadził konieczność posiadania wiz nawet jeśli nie opuszcza się lotniska w Mińsku. Zaczęła się nerwówka. Na samolot bezpośredni do Moskwy już wcześnie kosztował majątek, a teraz nie było już miejsc i zacząłem nawet myśleć o podróży samochodem przez Ukrainę, aż tu 14go maja prezydent Rosji wydaje dekret "wszyscy kibice posiadający bilet na mecz nie muszą posiadać wizy do Rosji". Szybka akcja wycofania paszporty z konsulatu rosyjskiego i złożenie wniosku o wizę białoruską (oni oczywiście nie mieli pojęcia o żadnym meczu, a ja nie chciałem ryzykować zatrzymania na lotnisku w Mińsku). Całe szczęście w trybie przyśpieszonym przy pomocy kolegi dyplomaty dostałem wizę w 2 dni i mogłem opłacić przelot do Moskwy.

20go rano korek w drodze na lotnisko i przyjechałem na Okęcie z bardzo małym zapasem czasu. Ustawiłem się w kolejce do odprawy i już nadchodzi moja kolej, aż tu nagle ewakuacja całego terminala (ktoś zostawił torbę i saperzy musieli ją sprawdzić). Myślę sobie "no nie, chyba wszystkie siły sprzysięgły się przeciw mnie". Trwało to może ze 30 minut zanim znowu rozpoczęli odprawę. Sprintem przez wszystkie bramki i na pokład samolotu. W Mińsku 3 godziny do samolotu do Moskwy więc zrobiłem kilka browców. Coś mnie tknęło i postanowiłem iść na odprawę trochę wcześniej i tu kolejne zaskoczenie. Oczywiście kobiety na odprawie poprosiły mnie o okazanie wizy do Rosji!!! Całe szczęście jedna z nich rozumiała trochę po angielsku. Pokazałem jej wydrukowany dekret i zaczęło się dzwonienie i potwierdzanie czy naprawdę mogę wejść na pokład samoloty do Moskwy. Znowu Masakra !!! Po kilku minutach okazało się , że jednak tak i polały się kolejne piwka w oczekiwaniu na Tupolewa. Dywany w środku, faceci jako stewardesy. Całe napięcie ze mnie zeszło , alkohol zaczął działać, więc krótka drzemka okazała się zbawienna.

Moskwa. Z terminala pociągiem na jeden z moskiewskich dworców i później metrem ( każda stacja przepiękna i w innym stylu architektonicznym ) do hotelu. Po zameldowaniu postanowiłem nareszcie zjeść coś ciepłego. Oczywiście spotkałem innych kibiców United i nawiązała się rozmowa. Panowaliśmy wieczorny rekonesans moskiewskich knajp, aż tu nagle zaczęły do nas dopływać SMSy z informacją, że na mieście grasują bandy chuliganów CSKA i leją wszystkich jak popadnie. Mecz był priorytetem więc postanowiłem z pozostałymi dokończyć imprezę w barze hotelowym. Z emocji spałem tylko 3 godziny. Chyba nawet lepiej bo wcześnie rano ruszyłem w kierunku Placu Czerwonego. Tam już tłumy kibiców United (Chelsea w ogóle było mało widać na mieście). Większość już udekorowana w czapki czerwonoarmistów. Pamiątkowe fotki i spacer po mieście. Arbat, słynna ulica spacerowa nie zrobiła na mnie wrażenia. Oczywiście w większości knajp Red Army zdzierające gardła na całego. Kolejnych kilka knajp , piw (poznałem wiele nowych osób głównie z USA, Singapuru, Dubaju , Izraela., Irlandii i Anglii) i spotkanie z kumplem który miał mój bilet. 2 godziny przed meczem byłem pod stadionem. Na pierwszym planie ogromny pomnik Lenina !!! Łużniki mimo że po przebudowie same w sobie nie zdołały ukryć socrealistycznego charakteru. No ale nie o piękno architektury się martwiłem ale wynik meczu.

Mecz. Martwiłem się bo mamy bardzo młody zespół, a z Chelsea nigdy nam się łatwo nie grało. Zanim jednak mecz się rozpoczął byliśmy świadkami dość pompatycznej ceremonii rozpoczęcia finału. Rozruszaliśmy to wszystko dzięki obu klubom, które przygotowały oprawę graficzną dla swoich kibiców. Chelsea mieli małe fagi, a my zrobiliśmy kartoniadę (z folii) z hasłem "BELIEVE". Od samego początku chóralne śpiewy głownie naszej strony ( przynajmniej ja to tak słyszałem ). "Viva Ronaldo" jak zwykle stał się przebojem , co nie znaczy że nie odśpiewaliśmy kilkakrotnie całego repertuaru z "We love United" na czele ( zdaję sobie sprawę że z telewizyjnego głośnika może słychać było inaczej - ale tam naprawdę było głośno ). Mecz wszyscy widzieli więc nie będę się rozpisywał. Huśtawka nastrojów rozstroiła mnie zupełnie. W chwili gdy Edwin obronił strzał Anelki eksplodowałem ogromną radością, darłem się wniebogłosy i ściskałem wszystkich dookoła. Trwało to może 20-30 sekund po czym jak dostało do mnie, że jednak wygraliśmy zacząłem zwyczajnie płakać. Piszę to bez wstydu. Łzy jak grochy lały się z moich oczu co zdziwiło nawet Anglików stojących obok mnie ale każdy przeżywa takie emocje na swój własny sposób. Później śpiewom nie było końca. Na tapecie oczywiście Teddy i Ole nasi bohaterowie z Barcelony. Po ceremonii wręczenia Pucharu Europy zostaliśmy przytrzymani dodatkowe 30 minut aby kibice Chelsea zdążyli się ewakuować.

Była już 4 rano czasu lokalnego. Zdążyłem tylko odebrać bagaż z hotelu i od razu na lotnisko. Starałem się trochę przespać podczas kolejnych etapów podróży powrotnej ale z nadmiaru emocji i adrenaliny dopiero w pociągu do domu mi się to udało. Zdarzyło się też wiele innych miejsc i poznanych osób którym dziękuję za wspaniały czas spędzony w stolicy Rosji.

Tak oto spełniło się jedno z największych marzeń mojego życia. Wszystkim obecnym i przyszłym kibicom United życzę tego samego. Moja droga do osiągnięcia celu trwała 9 lat . Wytrwałość i jasność wybranej drogi pozwoliła mi być tam i przeżyć chwile, które będę pamiętał do końca życia. Wy też możecie to osiągnąć. Wystarczy tylko wierzyć, że się to uda !!!

UNITED WE STAND

Relację przygotował Prezes MUSC PL.



dodany: 2012-03-14 06:05:00 , przez: admin