Manchester United
Supporters Club Poland

oficjalne stowarzyszenie kibiców

MU Devil

2.08.2008 Manchester United vs. Espanyol Barcelona

Od zawsze marzyłem, żeby wybrać się pewnego dnia do Teatru Marzeń, czyli do wspaniałego Old Trafford. Gdy zauważyłem, że zbiera się ekipa by wyjechać, nie zastanawiałem się długo, tylko od razu postanowiłem zabrać się do realizacji moich marzeń.

Wylot z Polski mieliśmy 1-go sierpnia z Katowic, o godzinie 12.00. Z drogi zabrał mnie roo1410, gdzie wraz z jego ojcem udaliśmy się na lotnisko, po drodze zabierając Pejtera i Andrzeja. Podróż nie zajęła nam dużo czasu, tak jak i odprawa bagażowa. Więc szczęśliwi, usiedliśmy i czekaliśmy już tylko na samolot, lecz tutaj czekała nas niemiła niespodzianka, bo okazało się, że nasz samolot ma 3h opóźnienia. Po godzinach oczekiwania w końcu odlecieliśmy i około godziny 17 byliśmy już na lotnisku w Liverpool'u.

Do Manchesteru jechaliśmy autobusem, podróż minęła bardzo szybko i nagle okazało się, że jesteśmy u celu - na Picadilly Gardens. Plan był taki, żeby udać się pod OT, aby zakupić wejściówki, ale z powodu opóźnienia musieliśmy czekać na Wojtka3. W międzyczasie spotkaliśmy maTTa. Gdy przybył Wojtek udaliśmy się do hostelu i stamtąd już do miasta. Najpierw poszliśmy do pubu, a później chcieliśmy wejść do jakiegoś klubu jednak ze względu na ubiór nie wpuszczono nas. (Na przyszłość wybierając się do Manchester brać "kanciaki" i gajerki :))

Na drugi dzień z rana, udaliśmy się pod OT, aby zakupić bilety. Na szczęście jeszcze były, chociaż nie na ten stand na jaki chcieliśmy, a konkretnie na North Stand N410. Szybki browar w Bishop Blaize i poszliśmy na Picadilly gdzie czekali już na nas Pawlo, Alena i Igor. Po chwili dołączył do nas Skull z dziewczyną czyli mieliśmy komplet :) Przyszedł czas na kolejny szybki browar tego dnia i udaliśmy się pod Old Trafford. Po drodze do Trafford okupiliśmy się na straganach. Panowała tam niezła atmosfera, jednak nie było tam zbyt dużo osób. Dlatego udaliśmy się już na upragniony stadion. Weszliśmy i gdy po raz pierwszy zobaczyłem zapełnione trybuny OT na żywo, zaparło mi dech w piersiach… no naprawdę to był wspaniały widok. Atmosfera jak pewnie wielu wie, była dość piknikowa, nawet pomimo naszych starań ludzie wokół nie mieli zamiaru śpiewać. Dwóch ludzi przed nami cały mecz czytało program meczowy. Tylko co jakiś czas śpiewane było "Ole Ole Ole Ole" albo "You are my Solskjaer", czy też "Stand up for the champions", raz także zaśpiewany był "Anderson", lecz wyglądało to tak, że pieśń trwała tylko chwilę i następowała cisza, a wszyscy ludzie siadali. Naszą flagę, przygotowaną przez roo1410 z napisem "THANKS OLE", Skull z roo wywiesili dopiero pod koniec pierwszej połowy. Może ktoś ją widział :)

Po meczu niektórym z nas w tym mi :) udało się spotkać Blomqvista i Van der Gouwa. Przeszliśmy tunel monachijski, porobiliśmy zdjęcia i udaliśmy się do hotelu, gdzie zajęliśmy się schłodzonym w lodzie z Burgerkinga :) prezentem od Skulla. Później poszliśmy do miasta, część z nas udała się do klubów część do pubu. Ponownie nie chcieli nas wpuścić, wiec w czwórkę (ja, Wojtek, Alena i Igor) udaliśmy się na diabelski młyn. Wojtek coś o tym wie :) Nie wiedziałem, że ma aż taki lęk wysokości, co chwila krzyczał "Mamo", " Masakra", albo żebyśmy już wysiadali :)) Po tej zabawie wróciliśmy do hotelu.

Następnego ranka, pierwsi na samolot udali się Wojtek, Skull, Natalia, pawlo, Alena i Igor, a później ekipa z Polski. Na lotnisku spotkaliśmy nową koleżankę :) W ubikacji na lotnisku wlepiona była vlepa Zagłębia Sosnowiec, pomyślałem sobie: może Seki już tam był ;). Bez większych problemów udało mi się wrócić do domu.

Wyjazd zaliczam do w pełni udanych. Zobaczyliśmy Old Trafford, spotkaliśmy Blomqvista i VDG, poznaliśmy nowych ludzi, pożegnaliśmy Ole. Oby było więcej takich wyjazdów.

Relację przygotował Leslav.



dodany: 2012-03-14 06:10:00 , przez: admin