Manchester United
Supporters Club Poland

oficjalne stowarzyszenie kibiców

MU Devil

5.04.2009 Manchester United vs Aston Villa

Wyjazd na mecz zacząłem planować jak tylko dowiedziałem się, że wylosowałem bilet. Mecz mógł być przełożony na sobotę, więc dla pewności zarezerwowałem samolot i hotel od piątku do poniedziałku.


03.04.2009
W piątek rano wyjechałem na lotnisko z Katowic i bez większych problemów (samolot był opóźniony tylko godzinę) dotarłem do Liverpoolu, skąd udałem się autobusem do Manchesteru. W hotelu byłem około godziny 17. Po zameldowaniu się i zostawieniu bagaży opuściłem hotel, aby jeszcze tego samego dnia zobaczyć Old Trafford. Podróż tramwajem z centrum miasta nie trwała długo, ale ze stacji musiałem jeszcze iść kilka minut zanim zobaczyłem ten wspaniały stadion. Postanowiłem obejść go całego i zrobiłem kilka zdjęć, a następnie wróciłem do hotelu. Muzeum i Megastore były już zamknięte, więc zwiedzanie stadionu przełożyłem na następny dzień.

04.04.2009
Wstałem wcześnie i przyjechałem pod Old Trafford tuż przed otwarciem muzeum. Zależało mi na czasie, ponieważ o 13.00 byłem umówiony z Pawłem na dworcu Piccadilly.


Muzeum naprawdę warto zobaczyć, dla członków One United jest 50% zniżki, więc nie wychodzi drogo. Można tam obejrzeć m.in. wszystkie zdobyte trofea, a także wiele innych ciekawych rzeczy. Po zwiedzeniu muzeum wziąłem udział w wycieczce po stadionie. Pierwsze wyjście na trybuny było niesamowite: wszędzie czerwone siedzenia, piękne zielone boisko (przewodnik pokazał nam jak ktoś rozsypuje prochy zmarłego fana United na trawie), brakowało tylko zawodników i oczywiście kibiców na trybunach. Następnie odwiedziliśmy szatnie, tunel używany przez zawodników do wyjścia na boisko i mogliśmy usiąść na ławce rezerwowych, po czym wyszliśmy do Megastore. W samym sklepie nie znalazłem nic aż tak ciekawego, żeby było warte tych wysokich cen. Postanowiłem przełożyć zakupy na dzień meczu i pojechałem na dworzec Piccadilly, gdzie czekali na mnie Pawlo, Solo ze swoim ojcem oraz ich znajomy o imieniu Kamil. Razem pojechaliśmy Metrolinkiem do Bury na mecz FC United of Manchester. Gigg Lane nie można porównywać do Old Trafford, ale bilety były w rozsądnej cenie i udało się nam nawet przemycić kilka piw na trybuny. Atmosfera na stadionie była świetna, kibice cały czas śpiewali, a sam mecz był bardzo ciekawy i zakończył się wynikiem 4:0 dla FC. Po opuszczeniu stadionu wróciliśmy do centrum Manchesteru i poszliśmy do pubu. Obejrzeliśmy tam drugą połowę meczu Liverpoolu, po czym rozdzieliliśmy się i umówiliśmy na następny dzień o 13.00 pod Old Trafford.

05.04.2009
Nareszcie nadszedł długo oczekiwany dzień meczu, ale rano postanowiłem jeszcze pojechać na stadion Manchesteru City. Mimo, że nie przepadam za tym klubem to stadion mają nawet ładny i warto go zobaczyć. Zrobiłem kilka zdjęć, po czym wróciłem do hotelu. Zamierzałem kupić jeszcze kilka rzeczy w Red Legends, więc pojechaliśmy z Pawlem pod Old Trafford trochę wcześniej niż byliśmy umówieni. Po zrobieniu zakupów wróciłem do hotelu, Pawlo dołączył do reszty, a następnie wszyscy spotkaliśmy się przed stadionem. Wypiliśmy po piwie, a Solo i jego ojciec odebrali bilety na mecz. Okazało się, że oni też mają miejsca na Stretford End, więc umówiliśmy się w przerwie meczu przy wejściu na trybuny. Chciałem być na Old Trafford trochę wcześniej, żeby coś zjeść i napić się piwa, więc pożegnałem się z Pawlem i Kamilem, po czym ruszyłem w kierunku West Stand. Wejście na stadion i moje miejsce na trybunach znalazłem bez problemu. Na boisku rozgrzewał się tylko Ben Foster, więc poszedłem kupić ciasto i piwo. Kiedy wróciłem na moje miejsce, boisko nadal było prawie puste. Po chwili do Fostera dołączył Van Der Sar, a następnie rozpoczęła się rozgrzewka całej drużyny. Do meczu zostało już niewiele czasu, stadion powoli się zapełniał, a zawodnicy zeszli do szatni. Z głośników podane zostały składy drużyn, zawodnicy wrócili na boisko, przywitani brawami i rozpoczął się mecz. Od początku na trybunach słychać było śpiew kibiców, szczególnie po pierwszym golu, gdy całe Stretford End śpiewało ‘Viva Ronaldo’. Radość jednak nie trwała długo i po
wyrównaniu Aston Villi zrobiło się trochę ciszej. W przerwie meczu chciałem znaleźć Sola, ale niestety mi się to nie udało. Wróciłem na trybuny i czekałem na rozpoczęcie drugiej połowy. Na kolejnego gola nie trzeba było długo czekać, ale nie tego spodziewała się większość kibiców. Wydawało mi się, że przez moment słychać było tylko fanów AV ale po chwili zagłuszyły ich przyśpiewki United połączone z gwizdami na Ronaldo, za stratę piłki. Od tego czasu można było też usłyszeć gwizdy i wyzwiska na sędziego. Czas płynął zdecydowanie za szybko i kiedy do końca pozostało tylko 15 minut pomyślałem, że byłbym zadowolony z remisu. Zmieniłem jednak zdanie po 5 minutach, gdy po raz drugi wszyscy zaśpiewali ‘Viva Ronaldo’. Po tym golu zamiast gwizdów słychać było śpiewy zachęcające zawodników do ataku. Decyzja sędziego o doliczenie pięciu minut tym razem została dobrze przyjęta. No i w końcu nadeszła 93 minuta i na całym Old Trafford słychać było okrzyki radości (poza sektorem Aston Villi oczywiście). Była to jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu, niesamowite uczucie radości, ciężko opisać to słowami. Wszyscy zaczęli skakać i się obejmować. Tak głośno w czasie tego meczu jeszcze nie było, chociaż nikt nie wiedział, jaką przyśpiewkę zaśpiewać dla Machedy. Do ostatniego gwizdka można jeszcze było usłyszeć ‘That’s why we’re Champions’ i ‘Are you watching Merseyside?’. Po meczu znowu szukałem Sola, ale i tym razem nie udało mi się go znaleźć. Wyszedłem ze stadionu i miałem już wracać do hotelu, gdy zobaczyłem ludzi ustawionych w linii. Spytałem jednego z nich i powiedział mi, że za pół godziny zawodnicy będą tutaj wychodzić z szatni, więc postanowiłem zaczekać z nimi.

Pierwsi pojawili się Park i Nani, jednak tylko wsiedli do swoich samochodów i odjechali. Następnie wyszli: O’Shea, Tevez, Van Der Sar oraz Evra i zaczęli rozdawać autografy. Niestety stałem za daleko i nie udało mi się żadnego zdobyć. Reszta drużyny od razu udała się do samochodów, tylko Carrick i Ronaldo (przywitany piskiem dziewczyn) jeszcze podeszli do fanów ale również ich autografu nie udało mi się zdobyć. Pod Old Trafford zostało już dużo mniej ludzi, zrobiłem ostatnie zdjęcia stadionu i ruszyłem w stronę stacji Metrolinka. Ostatni raz spojrzałem na Teatr Marzeń z nadzieją, że jeszcze wiele razy tutaj przyjadę, po czym wróciłem do hotelu.

06.04.2009
Rano wymeldowałem się z hotelu i poszedłem na dworzec autobusowy. Bilet do Liverpoolu kupiłem już w piątek, więc bez problemu dotarłem na lotnisko. Na miejscu okazało się, że samolot ma 7 godzin opóźnienia. Inni pasażerowie byli trochę zdenerwowani, ale ja byłem w tak dobrym humorze po meczu, że się tym zbytnio nie przejąłem. Postanowiłem wykorzystać ten czas, żeby trochę zwiedzić Liverpool. Miasto podobało mi się dużo mniej niż Manchester, Anfield Road to chyba najbrzydszy stadion, jaki widziałem, poza tym leży w nieciekawej okolicy. Goodison Park był trochę lepszy, ale nie zamierzam tam szybko wracać (może kiedyś na jakiś mecz wyjazdowy). Zjadłem obiad w centrum i wróciłem na lotnisko. Po 21 czasu angielskiego wyleciałem z Liverpoolu i wróciłem do Polski.

Nie muszę chyba pisać, że wyjazd był bardzo udany. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w jego organizacji i życzę każdemu równie udanych wyjazdów!


Relację przygotował Zagadka.



dodany: 2012-03-14 06:30:00 , przez: admin