Manchester United
Supporters Club Poland

oficjalne stowarzyszenie kibiców

MU Devil

13.05.2009 Wigan Athletic vs Manchester United

Po ostatnich wyjazdach gdzie zawsze "dopisywało" nam słynne już „No Chance” byliśmy przygotowani na wszystkie możliwości przed tym tripem. Na początku w planach mięliśmy tylko (a może aż?) wyjazd na JJB Stadium w czwórkę Prezes, Shadow, Viktor i Ja(Seki). Niestety jak się później okazało Viktor złapał obrzydliwą chorobę, jaką jest tzw. „NO CHANCE”.


12.05.2009
Wyruszyłem z Cieszyna ok. 6:30 we wtorek 12. maja. Ojciec podrzucił mnie do Sosnowca, gdzie spotkałem się z Shadem, a kilka minut później przyjechał po Nas Prezes, z którym udaliśmy się na lotnisko w Krakowie. Wylot o dziwo odbył się bez większych problemów i opóźnień, po wylądowaniu w Liverpoolu od razu wsiedliśmy w taksówkę do Boltonu (co by nie marnować czasu w tym nieprzyjemnym miejscu jakim jest Liverpool). Na trasie jakieś piwko, potem przesiadka w pociąg. Dotarliśmy praktycznie pod samo Reebok Stadium, a nasz hotel znajdował się na przeciwko stadionu i obok baru- rewelacyjne miejsce.  Po wyzerowaniu kilku piwek, zjedzeniu czegoś na ciepło, zostawiliśmy bagaże w hotelu i poszliśmy obejrzeć Reebok Stadium oraz mecz rezerw drużyny Boltonu z ekipą rezerw United prowadzoną przez Solskjaera. Na boisku mięliśmy okazje zobaczyć takich zawodników jak nasz znajomy z wyjazdu na WHU ;) Bogdan, Tosic, Welbeck, Machera. Rozwiesiliśmy flagę w pierwszym rzędzie później kilka fotek jakieś piwko. United wygrywa 1:0, a na stadionie pojawia się jak na taki mecz całkiem przyzwoita liczba kibiców.

Po meczu do baru na szybkie piwko, bo już byliśmy zmęczeni, jakby nie było cały dzien na nogach. W hotelu zrobiliśmy przystawki z konserw, otworzyliśmy napoje pokroju „frisky bison”, no i w tym miejscu już wiadomo, o co chodzi.

Z rana troszkę wyzerowani, ale baterie załadowane na jakieś 80% poszliśmy wszamac jakieś typowe angielskie śniadanie, a następnie pojechaliśmy do Wigan w poszukiwaniu bilecików na mecz. Od razu było widać dużą liczbę RED ARMY. Wbiliśmy do knajpy, w której byli praktycznie tylko sami kibice UNITED- browary, śpiewy. Po zdobyciu ticketów udaliśmy się na stadion. Jakieś 20 minut przed rozpoczęciem meczu, nasz sektor pękał w szwach. Od początku dobry doping, ale Wigan tez sobie nieźle radziło szczególnie po tym jak zdobyli, bramkę na 1:0, wtedy trochę zaczęliśmy się obawiać o wynik, ale cały czas wierzyliśmy, że uda nam się to wygrać. Od początku drugiej połowy doping w naszym sektorze coraz głośniejszy, najbardziej wspierany był Tevez, który wreszcie pojawił się na boisku a później wpakował piłkę do siatki- nasz sektor wybuchł. Od tego momentu każdy zdzierał gardło w 100%, nie było osoby, która nie śpiewała nie wspominając o tym jak zdobyliśmy bramkę na 1:2 w końcówce za sprawą Carrick'a - rozpoczął się KARNAWAŁ i pełna rura, aż brzuch bolał od darcia ryja. Ogólnie doping klasa światowa szczególnie w ostatnich 15-20 minutach jedna z lepszych ‘atmosfer’, z jakimi miałem do czynienia. Klasa, klasa i jeszcze raz klasa!

Po meczu świętowanie na sektorze a później w trasie do hotelu. Wczesnym rankiem musieliśmy wstawać. Zamówiliśmy taryfę, pojechaliśmy do Liverpoolu, gdzie niestety musieliśmy się pożegnać z Prezesem. Dzięki wielkie Wojtek za wszystko!

Ja (Seki) i Shadow dołączyliśmy do pozostałej ekipy z MUSC POLAND, która przybyła na mecz z Arsenalem… ale o tym przeczytacie w tym miejscu – MUSC PL odbiera Puchar Premier League!


Relację przygotował Seki.



dodany: 2012-03-14 06:35:00 , przez: admin