Manchester United
Supporters Club Poland

oficjalne stowarzyszenie kibiców

MU Devil

7.05.2011 Manchester United vs Chelsea Londyn

Dzień dobry!
Melduję się cały i zdrowy, misja wykonana! Mimo, że dwa dni z rzędu wstawałem o 3:30 nad ranem, to wczorajszy mecz dodaje energii za sześciopak redbulli. Zatem napiszę pokrótce co i jak.

Pod stadion dotarłem około 11, załatwiając na początku najważniejsze, czyli wizytę w Ticketing & Membership Services po odbiór biletu. Przy okazji naraziłem się tamtejszemu stewardowi pstrykając zdjęcie, bo koleś ruszył do mnie z tekstem, że "tu jest jak w banku i zdjęcia są zabronione". Taa. Po tym jakże pouczającym spotkaniu skierowałem swe kroki do Megastore, gdzie chwilę się pokręciłem. Następnie zdzwoniliśmy się z Primusem i ustaliliśmy spotkanie na rogu Chester Road i Sir Matt Busby Way.

Mimo, że do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, ludzi już całkiem spora masa. Tu muszę dodać małą refleksję: wydaje mi się, że im większa stawka spotkania tym można spotkać więcej wynalazków... Wczoraj pełno wyfioczonych Hindusów z marynarkami i bucikami od Armaniego, Azjatów od stóp do głów poubieranych w gadżety United z ich dziwnymi fryzurkami, nie mówiąc już o wpół trzeźwych Norwegach i ludziach, którzy masowo kupowali te dzielone szaliki United/Chelsea... WTF? Dziwnie się ogląda takie towarzystwo, szkoda, że tak dużo osób przyjeżdża na United tylko w celach typowo turystycznych. Sir Piotrek zaproponował spacerek w stronę rzeki, co też ochoczo od razu uczyniliśmy. Usiedliśmy sobie na ławeczce, gawędząc bardzo miło o dolach i niedolach współczesnego świata.  Niecałe dwie godziny przed meczem pożegnaliśmy się i udałem się już w stronę kolejki do wejścia nr E 32.

Mecz: wspaniale się ogląda United zza bramek, ponieważ jak na dłoni widać niesamowitą pracę piłkarzy przy ustawianiu się na pozycjach i zmiany formacji, czy długie przerzuty piłki ze skrzydła na skrzydło. Park przechodził sam siebie, był WSZĘDZIE, Van der Sar świetnie dyrygował obroną (nawet przy naszych kontratakach) a najlepszą rzecz można było zaobserwować przy grze Hernandeza. To, jak ten chłopak się ustawia między obrońcami, to jest jakieś mistrzostwo świata. Tup tup, trzy kroki i już jest na wolnej pozycji, gotowy, by zgubić obrońców i wyjść sam na sam z bramkarzem. Rewelacja! Wszystko w ułamkach sekund. Poza tym, wiadomo, smaczki, których w TV się nie zobaczy, np. wyjście do rozgrzewki piłkarzy Chelsea i Terry klepiący się po herbie w stronę kibiców Rentboys, pokazujący jaki to on jest wielki JT Captain Legend. Blee. Ponadto fazy rozgrzewania się rezerwowych przy linii bocznej, czy sir Alex i jego wypady z ławki wraz z żywą gestykulacją. Wszystko jak na dłoni. Osobna sprawa - kibice. Nie mam dużego porównania ale wydawało mi się, że od pierwszej minuty (gdzie tam, od rozgrzewki) czuć było jak historyczne może być to spotkanie. East Stand od pierwszego gwizdka z ciekawym repertuarem (Wemb-er-ley, Campeones, What A Waste Of Money w stronę Torresa i tym podobne, brakowało mi np. United Road czy songu Scholesa) a po 37 sekundzie wszystko eksplodowało. Co ciekawe, udało mi się nagrać filmik przy drugiej bramce, aż od momentu rzutu wolnego. Ostatnie 5-7 minut meczu Old Trafford już kipiało i nawet większość ludzi na East Standzie stała, olewając mało widocznych stewardów.

A ukłon sir Alexa w stronę Stretford End już przeszedł do historii United. :)



Relację przygotował Wojtek.



dodany: 2012-03-14 07:35:00 , przez: admin