Manchester United
Supporters Club Poland

oficjalne stowarzyszenie kibiców

MU Devil

24.05.2011 Gary Neville Testimonial

Dzień pierwszy - poniedziałek

Tej nocy miałem dość poważne problemy ze snem. Po części było to na pewno spowodowane koronacją United, która miała miejsce dzień wcześniej, ale w moim wypadku doszły także emocje związane z wyjazdem na pożegnalny mecz G. Nevilla. Tutaj muszę przyznać, iż faktem, który sprawiał mi największą radość była możliwość ponownego ujrzenia Davida Beckhama w koszulce United. Szczerze mówiąc, myślałem, że nie będzie mi już to dane. Marzenia jednak, jak widać, często lubią się spełniać.

Na uczelnie pojechałem, więc niewyspany, ale nie sprawiało mi to większego problemu, ponieważ miałem tam spełnić jedynie 90 minut, bowiem nie mogłem udać się na zajęcia z Historii Sportu i Olimpizmu, bo w tym czasie na Dworcu PKP miał pojawić się Hercu.

Z w/w kolegą z miasta Łodzi chwilę pokrążyłem po mieście (wówczas ciśnienie meczowe było jeszcze większe, ponieważ już wiedziałem, że ekipa lecąca z Wrocławia zaczyna się zbierać) i udaliśmy się na Dworzec PKS w celu odebrania Kielona, który był po długiej i męczącej podróży z Lublina.

Już wraz z Kielonem i towarzyszącym nam tego dnia Tosterem udaliśmy się na szybki obiad i pianę, która miała wzbogacić smak spożywanego kebabu. Po konsumpcji odebraliśmy jeszcze mojego brata i ruszyliśmy na lotnisko, gdzie czekał na nas mój kolega ze studiów - Radek. Prawdę mówiąc na terminal wpadliśmy w ostatniej chwili, więc niemal od razu ruszyliśmy do samolotu.

Podróż minęła w zasadzie dość spokojnie. Jedynym wartym podkreślenia aspektem jest fakt, iż jeden ze stewardów był fanem Liverpoolu FC, więc musiałem się z nim trochę podroczyć i za każdym razem, gdy koło nas przechodził podśpiewywałem mu 19 times and that's the fact. W końcu koleś okazał się jednak spoko gościem, bo sprzedał nam colę i Pringelsy po promocyjnej cenie (podczas zakupów oczywiście także nie obyło się bez wzajemnych docinek wobec zwaśnionych klubów).

Po wylądowaniu w Liverpoolu okazało się, że na lotnisku im. Johna Lennona spędzimy ponad godzinę, ponieważ dopiero wówczas odjedzie autokar w kierunku Manchesteru. Nie mając raczej nic do roboty udaliśmy się do marketu w celu zakupienia kanapek i w ich oraz pewnego napoju towarzystwie spędziliśmy ten czas. W autokarze praktycznie wszyscy ucięli sobie drzemkę i zbudzili się dopiero po wjeździe do Manchester.

Tuż pod naszym hostelem spotkaliśmy się z Branką, Cobrą oraz Lasq, którzy już wcześniej byli na miejscu. Całą grupą posiedzieliśmy trochę przy pianie w hostelowej świetlicy. W międzyczasie dołączył do nas Pedro, który leciał ze Szczecina. W pewnym momencie, mimo dość później godziny (2 czy 3) postanowiłem, iż mam ochotę pojechać pod Old Trafford. W podróży towarzyszyli mi Branka oraz Radek. Muszę przyznać, iż Teatr Marzeń nocą robi piorunujące wrażenie. Wygląda świetnie. Pokrążyliśmy trochę pod stadionem. Jako że Radek był tam pierwszy raz to strzelił sobie kilka fotek. Niestety trzeba było wracać. Mieliśmy z tym trochę kłopotów, ale z pomocą jednego gościa, którego jednogłośnie nazwaliśmy Turkiem, zdołaliśmy zamówić taksówkę. Po powrocie w hostelu trochę jeszcze posiedzieliśmy, pośpiewaliśmy i udaliśmy się w kimę, bo zbliżała się już 6 nad ranem.

Dzień drugi - wtorek

Opis: http://nowa.musc.pl/editor/fckeditor/editor/gfx/dzialy/wyjazdy/gary/4m.jpgMatchday. Miał to być mój trzeci mecz Manchesteru United obejrzany z trybun, ale nieco inny od dwóch pierwszych. Pierwsze dwa przecież o stawkę. Ten miał mieć charakter czysto towarzyski. Dla mnie nie miało to jednak znaczenia, bo każda możliwość obejrzenia United z bliska sprawia, iż mam łzy w oczach. Dodatkowo ten Becks. Cały czas żyłem myślą, że w końcu go zobaczę. Gubiłem przez to myśli. Na śniadanko udaliśmy się do Bishopa, gdzie się spotkaliśmy z pracującym tam Primusem. Zaproponowałem mu wówczas, aby ruszył z nami na mecz, ponieważ i tak mam dwie dodatkowe wejściówki, więc głupio, aby miały się z marnować. Początkowo chciał mi za nie zapłacić, ale nie mogłem się na to zgodzić. Uzgodniliśmy więc, że pójdzie z nami on, a także jego luba, którą teraz serdecznie pozdrawiam.

Po gastro udaliśmy się do centrum w celu zakupów. Pochodziliśmy chwilę po Picadilly i poszliśmy do hostelu, gdzie spotkaliśmy Skulla oraz jego kolegę Rafała, którzy przylecieli z Dublina. Po krótkiej rozmowie ruszyliśmy w stronę Old Trafford. Już praktycznie pod samym stadionem spotkaliśmy Zacka z dziewczyną. Trochę czasu spędziliśmy w BB, ale niestety, zawiedliśmy się, brakowało atmosfery. Właściwie największe poruszenie wywołało wywieszenia naszej nowej flagi. Angole cykali sobie z nią foty.

Gdzieś godzinę przed pierwszym gwizdkiem wbiliśmy na trybuny. Widok ze SE niesamowity. Dodatkową radość sprawiło nam, że tuż przed nami rozgrzewał się Tomek Kuszczak, którego oczywiście pozdrowiliśmy. Tomek nas dojrzał, także nam pomachał i powiedział, abyśmy oszczędzali siły na dopingowanie w trakcie meczu.

Piękne było przywitanie Neva (samą oprawę zobaczyłem dopiero dzień po meczu). Fajnie też zachowali się piłkarze United i Juve, którzy stworzyli dla niego szpaler. Sam oczywiście starałem się dostrzec Beckhama (można go było poznać po jaskrawych korkach). Samego meczu opisywać nie będę, bo wszyscy widzieli. Trybuny niestety bez historii. W pierwszej połowie jeszcze próbowaliśmy poderwać SE do dopingu, ale niestety nic z tego nie wychodziło. Drugą więc sobie odpuściliśmy. Jednak i tak było warto. Choćby dla G. Neva, Butta, Becka czy P. Neva.

Po meczu poszliśmy na chwilę na Picadilly, gdzie dopadło nas gastro. Zrobiliśmy także małe zakupy, które miały nam pozwolić na przepłukanie gardła. Tam w zasadzie trochę się podzieliliśmy, bo część szybciej wróciła do hostelu, a np. Zack z dziewczyną poszli spać do znajomych. Po powrocie jeszcze trochę porozmawialiśmy i uderzyliśmy w kimono.

Dzień trzeci - środa

W zasadzie bez historii. Stała pod znakiem powrotów. Lecieliśmy w kilku grupkach, bo część udała się do Dublina, część wracała z Nottingham, a część z Liverpoolu. We Wrocławiu jeszcze udaliśmy sią na pewną imprezę, bo Kielon wraz z Hercem powroty mieli dopiero w czwartkowy poranek.

W tym momencie chciałbym podziękować za wyjazd każdemu z uczestników. Mam nadzieję, że już niedługo znów wspólnie udamy się do Anglii, aby wspólnie móc wspierać UNITED.

UWS!


Relację przygotował Misza.



dodany: 2012-03-14 07:40:00 , przez: admin